poniedziałek, 5 października 2020

Kiedyś w laboratorium (78.)

Kiedyś już tu pisałem o takiej ładnej wizualnie reakcji syntezy, w której katalizatorem były sole miedzi, co potem wywoływało ciekawe efekty podczas doczyszczania. Otóż jednym z ciekawych efektów związanych z tą syntezą był sposób w jaki podczas wymywania nieorganicznych reagentów prezentowały się one w rozdzielaczu:


Ten niezwykły gradient ma charakter czysto fizyczny - lżejsza warstwa organiczna częściowo utworzyła emulsję z warstwą wodną. Na samej górze jest warstwa już scalonej cieczy, która oglądana z boku ma odcień brązowy, pod nią jest mieszanina kropelek obu faz o stopniowo rosnącym udziale wodnej.  Gdy krople organiczne są małe, rozpraszanie światła rozjaśnia ich kolor dając wypadkowy żółty, jasna warstwa to "piana cieczy", która często ma taki połyskliwy wygląd. Im niżej, tym więcej w mieszaninie wody zabarwionej solami miedzi, co stopniowo daje coraz bardziej zielony miks kolorów.

Choć wygląda to zachwycająco, często nie jest to ulubiony widok chemików. Jeśli obie fazy nie różnią się mocno napięciem powierzchniowym, a związki organiczne jeszcze bardziej je obniżają na granicy, to zawiesina drobnych kropelek wcale nie musi tak chętnie rozdzielać się na dwie warstwy. Niejednokrotnie musiałem wymuszać utworzenie się lżejszej fazy, na przykład potrząsając rozdzielaczem, lub mieszając szklaną bagietką dla przekłucia błony jednej fazy wokół kropelek drugiej. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz