informacje



piątek, 12 kwietnia 2019

To już 8 lat

I tak to się ciągnie.

Ja podczas pracy w Poznaniu, przed strzyżeniem

Trochę statystyk: całkowita ilość wyświetleń sięgnęła 1 370 tysięcy. Dzienna przeglądalność trzyma się w zakresie 500-600 wyświetleń, dochodząc często do 700. Liczba komentarzy osiągnęła okrągły 1000. Jak na mało popularną tematykę, całkiem nieźle. Źródłami wejść poza samą wyszukiwarką, są najczęściej Wykop.pl, gdzie zresztą sam się promuję bo mam tam konto, pojawiają się też coraz częściej wejścia z aplikacji Squidapp, trochę z Facebooka.

Najpopularniejsze nowe wpisy w ciągu ostatniego roku:
* Spóźnione pierwiastki (9400 wyświetleń)
* Czym właściwie pachnie skoszona trawa? (3500)
* Dlaczego złoto jest złote (1700)
Ponadto spore chwilowe zainteresowanie wywołał artykuł o syntezie i historii aspiryny, który zebrał w rzucie 11 tysięcy wyświetleń.

A co tymczasem u mnie? Zmieniłem pracę. Jak to już opisywałem, w zeszłym roku zacząłem pracować w poznańskiej Selvicie, gdzie zajmowałem się głównie syntezami organicznymi, które bardzo lubię, mając przy tym okazję do przeprowadzenia reakcji bardzo różnorodnych, ze względu na zmieniające się co chwila zamówienia. Niestety pracodawca nie przedłużył mi umowy po skończeniu drugiej na czas określony. W sumie przepracowałem tam 10 miesięcy.
Co do przyczyn, manager w charakterze wyjaśnień podawał różne ogólniki, stosując przy tym asertywne, bezkonfliktowe określenia, w rodzaju "w zasadzie z pana nie rezygnujemy, może jeśli podwyższy pan kwalifikacje... kiedyśtam...  ". Odniosłem wrażenie, że chcą zwiększyć ilość osób z doktoratem lub habilitacją w swym zespole, aby to ładnie wyglądało w statystykach pokazywanych inwestorom. Nie wiem. W sumie poczułem się trochę wydymany.

Ale cóż, wiek jeszcze młody, trzeba było poszukać czegoś innego. Okazja nadarzyła się dość szybko, w sumie okres bezpracowy trwał ledwie miesiąc, od wygaśnięcia jednej do podpisania drugiej umowy. Nowy zakład pracy to dość znana firma "Dary Natury" zajmująca się produkcją przypraw, mieszanek ziołowych, suszonych owoców i innych tego rodzaju przetworów. Moją rolą w firmie jest zarządzanie nowo otworzonym laboratorium kontroli jakości, sprawdzającym czy zioła i owoce od rolników, zbieraczy i innych dostawców, nie były aby pryskane, czy nie zawierają nadmiernych ilości metali ciężkich i czy zawartość substancji czynnych jest odpowiednia.
Laboratorium jest dla tych celów całkiem nieźle wyposażone, oprócz sprzętów do badań fizykochemicznych, mamy też na podorędziu aparat do analiz HPLC, zestaw GC-MS i analizator AAS badający zawartość metali w popiołach po mineralizacji. Docelowo po uruchomieniu najważniejszych analiz, odbyciu szkoleń i certyfikacji, laboratorium będzie też przyjmować zlecenia z zewnątrz.

Drugim moim zajęciem będą badania nad nowymi produktami, testowanie składów, także badania nad opracowaniem metod izolacji niektórych cennych substancji naturalnych, mogących znaleźć zastosowanie w suplementach i kosmetykach. Jest tego dużo.
Pod względem finansowym jest lepiej niż w poprzedniej firmie.
                                                                               *  *  *

Blogowe plany na przyszłość? Wypełnić plany z poprzednich lat do końca. 

9 komentarzy:

  1. Mnie się te wpisy wszystkie wydają leżeć gdzieś w obszarze między "ciekawe" a "fantastycznie ciekawe" (i zawsze się cieszę, jak czytam tu coś nowego, i dziękuję pięknie). Niemniej wpisy z wysokimi statystykami czytalności muszą być popularne ze względu na jakąś specjalną informację, której szuka wielu ludzi (ciekawe jaką).

    Ciekawe też, czy w tych "Darach Natury" mają na składzie kłącze kosaćca, surowiec dziś trudno dostępny w Polsce.

    Wszystkiego najlepszego Szanowny Autorze. Czytelnicy doceniają i chciwie czekają na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o "korzeń fiołkowy"? Mogę popytać, ale chyba nie, zresztą starzenie korzenia aby nabrał zapachu trochę trwa.

      Usuń
    2. @Kuba Grom
      Tak, o to właśnie chodzi; ale chyba nikt tego surowca w Polsce nie produkuje. Na dodatek to musi być Iris florentina, I. germanica albo (chyba) I. pallida, a nie może być I. pseudacorus (miał jakieś zastosowanie w dawnej medycynie), I. sibirica, I. pumila ani w ogóle chyba żaden inny gatunek. Od lat ludzie produkujący miód pitny szukają źródła, bo są jakieś siedemnasto- i osiemnastowieczne receptury wymagające tego składnika. Rezygnują, bo niedostępny, albo zaczynają hodować, a po kilku latach, jak kłącze podrośnie, suszyć i "leżakować" przez kilka lat. Ale jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś uzyskał pożądane efekty.

      Usuń
    3. @ Gammon
      Moja próbka korzeni leży w pudełku w szopie ogrodowej już trzeci rok i nie zapachniała. Nie ma tego w sprzedaży na przykład z Francji? To rzadki ale czasem spotykany utrwalacz perfum, więc może coś jest dostępne.

      Usuń
    4. @Kuba Grom
      Rhizoma iridis raz ściągnąłem via Londyn i okazało się, że produkt jest z Węgier. Drugi raz mignął na allegro, ze trzy lata temu, przez miesiąc, u dwóch handlujących, przy czym sami nie wiedzieli, czym handlują. Zapach tego jest ledwie wyczuwalny, jeśli nie jest wręcz złudzeniem.

      Usuń
  2. Sto lat blogowi życzy wierny czytelnik :)
    Cieszę się, że udało się spaść na cztery łapy z pracą. Skoro płaca też lepsza niż wcześniej, to może nawet i lepiej, że nastąpiło rozstanie. Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje z okazji znalezienia nowej, lepszej pracy i powodzenia w pracy i w prowadzeniu bloga :-)

    Mało się tutaj udzielam, ale chcę powiedzieć, że pański blog jest jednym z moich ulubionych i jak do tej pory każdy artykuł przeczytałem z ciekawością :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako zainteresowana tematyką zielarską cieszę się na nowe artykuły bardziej w tym temacie. Życzę wiele radości z pracy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Postaramy się zwiększyć ruch ze SQUID!

    OdpowiedzUsuń